czwartek, 7 stycznia 2016

Poza horyzont

Koła taktują hipnotycznie. Towarzyszy temu jednostajny, delikatny szum toczenia między dwiema wypolerowanymi powierzchniami nagiej stali. Dźwięki nakładają się, tworząc transową muzykę. 
Rytm. Serce.
Szum. Krew.
Serce i krew.
Nie sposób jej się oprzeć. Balansuje się więc na granicy snu i marzenia. Sen, równie krótki, jak częsty, formuje efemeryczne fantazmaty, przepływające leniwie przez ciało i rozpływające się po chwili gdzieś na jego peryferiach. Wtedy władzę, na równie krótkie chwile, biorą marzenia. Wiodą do odległej, egzotycznej stacji kolejowej, na której wysiądę, aby w oszołomieniu chłonąć jaskrawe kolory wydobywane przez ostre równikowe słońce; aby z wysiłkiem wcisnąć się w gęste od wilgoci i rozedrgane od skwaru powietrze; aby w niemym podziwie cieszyć oczy cudami tamtejszej flory: bananowcami, palmami kokosowymi, figowcami, nerkowcami,  oraz fauny: papugami, słoniami, tygrysami; aby usłyszeć gwar ludnych placów, gdzie miejscowi wysyłają w eter niezrozumiałe dla mnie sylaby, które łączą się ponad nimi jak pod niewidzialną kopułą lokalnej świątyni, wpadając w moje uszy jazgotem zmieszanym z klaksonami, trąbkami, gwizdkami i warkotem silników.
Zmysły eksplodują.
Cudowny spektakl. Choć już po chwili to wszystko bezdźwięczne, obrazy niejasne, zapachy nieokreślone. Scena rozpływa się. 
Gdzie jest ta stacja? Dokąd mnie wiedziesz? Co chcesz mi pokazać? Czego doświadczę? Czy będziesz tam? Czy cię odnajdę?
Tylko szum.
Tylko rytm.
Krew i serce.

Przy lekkim szarpnięciu uderzam skronią w plastikową obudowę okna. Cuci mnie to gwałtownie. Wagon wpada w malaryczne dreszcze. Trzęsie mną.
Rozglądam się wokół. Drgawki ustają.
Szum powraca, ale w miejsce rytmu pojawia się zdziwienie.
Nie jadę pociągiem.
Koła nie wybijają rytmu. Nie ma kół.
Lecę samolotem. Tylko szum.
To turbulencje.
Obok mnie siedzi Krzysiek. Śpi, zagubiony w swoich marzeniach. Ja już się odnalazłem - w rzeczywistej przestrzeni.

Sprawdzam w torbie pod nogami.
Wyciągam ich po kolei.
Są wszyscy. Przyglądam się im z wdzięcznością.


Jizō w swoim zabawnym karminowym bereciku, ze śliniakiem i mikroskopijnym dzwoneczkiem. Bosatsu patronujący kobietom w ciąży, dzieciom nienarodzonym i noworodkom sam wygląda jak dziecię, któremu przydałaby się matczyna dłoń. Jednakże dzielnie daje radę już niemal od dwóch lat. Jesteśmy razem, bo jego wszechstronna natura obejmuje również zdolność do roztaczania opieki nad podróżnymi i pielgrzymami. Ten mały skubaniec, kiedy zmęczy się trudami misji, lubi dać drapaka, dlatego Japończycy często podwiązują go sznurkami do miejsca, w którym ma czynić swoje powinności. Za to mu płacą. Mój kompan ciągle się uśmiecha, co daje mi nadzieję, że nie ciąży mu współpraca ze mną. Ja w zamian obdarzam go zaufaniem, nie krępując mu kończyn nitkami, a ponadto raczę go dosyć długimi urlopami. 


W dłoniach trzyma klejnot spełniający życzenia. Ile jednak może zdziałać taki mikroskopijny kamyczek? Może ma jedynie wpływać na moją wiarę i wraz z nią przenosić przysłowiowe góry? Czynić cuda? Patrzę na kukiełkę i uśmiecham się do niej. Mamy więź i wiarę. Resztę się załatwi.
Jest też Kaeru, mała żabka, której misję wyznacza jej imię. Kaeru w języku japońskim znaczy wracać (do domu). Słowo żaba brzmi tak samo - kaeru. O ile więc Jizō odpowiedzialny jest za uroki podróży, mały płaz ma kierować moimi ścieżkami tak, aby na koniec zawiodły mnie do Wrocławia. Jest busolą, której igła uważa mój dom za swój północny biegun. 


Poprzedniczka Kaeru, rodem z półwyspu Ise, dobrze wypełniała swoją rolę, chociaż sama, przy okazji kolejnej podróży, zgubiła drogę, wypadając z siatki bocznej plecaka gdzieś na koreańskich ścieżkach. Ja wróciłem, ona błąka się nie wiem gdzie. Może znalazła już nowego podopiecznego? Oby.
Jizō i Kaeru. Powodzenie podróży i szczęście powrotu. Yin i yang każdej wyprawy. Przeciwieństwa, które składają się w brzemienną całość. Z nich rodzi się głód na całe bogactwo wiedzy, miejsc, zdarzeń, spotkań, którymi szczepimy się na szlaku i które zwracają nas bogatszymi - tylko po to, abyśmy po raz kolejny, bez końca, zadawali sobie wciąż te same pytania, które niezmiennie płyną w zamglony, położony poza horyzontem obszar skrywający być może odpowiedzi. To obecność horyzontu wprawia w nieustanny ruch wahadło podróży i powrotu. Każda podróż uruchamia potencjał powrotu. Każdy powrót uruchamia potencjał podróży. Szlaki zapętlają się. Układając się w różnych kierunkach, wszystkie przecinają się w jednym punkcie. Punkcie odniesienia.


Jizō i Kaeru. Czy wypada na dwie małe główki składać tak wielką odpowiedzialność? Mam wyrzuty sumienia. Biorę więc jeszcze moce dodatkowe, moce uniwersalne. Drzemią w dwóch bransoletkach, które zakładam w podróży. Obie pochodzą z buddyjskich świątyń - w Japonii i Korei. One dopełniają zespół do współpracy i do walki z fatum. Szczęściu warto pomagać. Jeśli więc tam, dokąd jadę, znajdę nowe amulety, z pewnością powędrują ze mną dalej. Może do mojej ekumenicznej rodzinki dodam szczyptę szamanizmu? Talizmany?



Jest w mojej kompanii jeszcze małe szkiełko, kamyk zielony, wypolerowane przez Bałtyk w kształt małego serca i wyrzucone przez fale prosto pod nogi mojej Muzy, która włócząc się z wolna po plaży, zdaje się zawsze nie zauważać morza, za to doskonale widzi bogactwo wszelkiego drobiazgu mieniącego się w żółciach piasku. Tak też i małe szkiełko, ten kamyk zielony, znalazło się w jej dłoniach i po chwili namysłu powędrowało z namaszczeniem do moich rąk jako dar serca dla serca. Bo ile razy można mówić – kocham cię?


Zielone, nieregularne małe serducho przypomina mi, po co się wraca. Do kogo.

Chowam małą trzódkę do ich siedziby w torbie rowerowej. Patrzę przez okno. Ziemia przypomina mapę gry planszowej. Z tej wysokości traci swój trzeci wymiar. Zacierają się szczegóły. Kolory zawierają kompromis, zmierzając ku szarościom. Można spokojnie wyobrazić sobie, że nie ma tam ludzi – tych mikroskopijnych pyłków rozsiewanych po całej planecie, przemieszczanych z każdym najmniejszym powiewem. Unicestwianych i transformowanych w jeszcze drobniejszy pyłek przez cudownie nieodgadnione zjawisko zwane życiem. Są tam jeszcze i wciąż szczerzą zęby na siebie? Wciąż uważają się za panów tego świata, jednocześnie odwołując się do swoich bogów nakazujących im kochać się i zabijać? Halo!!! Jest tam kto?!? W ogóle was stąd nie widać!!! Pyłki!!!

Samolot powoli zniża pułap lotu. Zbliżamy się do celu. Do tej wyśnionej stacji kolejowej o ostrych barwach, gęstym od wilgoci upale i egzotycznym jazgocie. Czy tak będzie, jak sobie wyśniłem? Czy zagramy w tej sztuce zgodnie ze scenariuszami i planami, jakie napisaliśmy z Krzyśkiem? Oczywiście, że nie! Drogi nie da się zaplanować. Ona zmienia się dynamicznie, nieprzewidywalnie wije się. Żyje. Można ją oswajać, ale z pokorą uznając, że jest to proces niemający końca.

12 komentarzy:

  1. szczęśliwej podróży i szczęśliwego powrotu :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niespodzianka!!
    Niech wszystkie Bogi strzegą Twojej drogi i sprowadzą szczęśliwie do domu.
    Nam podaruj swoje barwne opisy.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z życzeniem już więcej niezagubienia, ani Kaeru, ani tym bardziej siebie - szczęśliwej podróży dla Was obu, dzielne chłopaki, oraz dla maleńkich, acz silnych Twoją mocą, Przyległości. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znów Cię w daleki świat pognało ! Najważniejsze, że jest z Tobą zielone kamykowe serducho ! Oglądaj, zwiedzaj, pisz nam (jak najwięcej !) Dobrej, pięknej podróży ! I pozdrowienia Krzyśkowi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. tym razem dokąd?? gdzie by nie było - szczęśliwej podróży i powrotu szczęśliwego :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Fantastycznych wrażeń, którymi się z nami podzielisz :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jak fajnie znów czytać! Coś mnie tknęło, żeby tu zajrzeć i bingo! Jest nowy post :) To teraz czekam na następne :)
    Dobrej podróży i szczęśliwego powrotu do domu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A! I podoba mi się nowa szata graficzna.

      Usuń
  8. Życzę zaspokojenia głodu choć na chwilę, wszak tego głodu łatwo nasycić się nie da i niech znakomicie smakuje :))

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję Wam za miłe słowa :)
    Zapewne ciężko będzie gonić pisaniem rozwoj wypadków w drodze, ale postaram się opisać jak najwięcej!
    Teraz u nas 3:50 nad ranem, ale organizm jeszcze nieprzestawiony i nieskory do spania. Potrzeba jeszcze kilku nocy...

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie napisane - dobry początek podróży.

    OdpowiedzUsuń